Poprawki >> niedziela, 14 czerwca 2009 16:23:42
Zapis dialogów poprawiony od notki 1 do 21. Wreszcie! Reszta będzie później. Lepiej tyle niż nic.
Tymczasem na nowo rusza 2012: dwadwanascie.mylog.pl
Opowiadanie, którego akcja dzieje się w 2012 roku w przeddzień rozpoczęcia Euro 2012 w Polsce. Młoda architektka nosząca dość znane nazwisko Räikkönen wraca po pięciu latach spędzonych w Monachium do Warszawy, by brać udział w inspekcji budowlanej Stadionu Narodowego. Polska po kilku latach nieobecności wita ją nową linią metra, szaleńczymi przygotowaniami do największej imprezy sportowej w historii kraju oraz licznymi całkowicie nieoczekiwanymi niespodziankami. Ktoś oferuje Karolinie pracę przy przygotowaniach do pierwszego wyścigu Formuły 1 w Warszawie, bardzo stary znajomy wita ją w kraju aż nazbyt ochoczo, a nowy sąsiad uparcie twierdzi, że jednak z pewnym fińskim kierowcą łączy ją więcej, niż tylko nazwisko. Jak Polska poradzi sobie z najazdem tysięcy kibiców? Jak poradzi sobie z kamuflowaniem niedociągnięć główny inspektor nadzoru? Jak poradzi sobie grupka arabskich separatystów, która ze wszelką cenę chce Euro 2012 zamienić w Krwawy Spektakl z płonącym dziesięciolakiem w roli głównej? Jak poradzą sobie handlarze z Malawi, którzy z chęcią opylą swoje pięciopasmowe Abibasy w sektorze F? Jak poradzi sobie Karolina, gdy na horyzoncie pojawi się błękitnooki Fin, a przecież ona zawsze do Finów miała słabość...
komentarze [1]Info >> środa, 7 stycznia 2009 10:17:36
Po tym, jak Mylog przez dwa miesiące odmawiał mi dostępu do bloga i w ogóle do całego serwisu, okazało się, że mój blog jest porzucony. Trochę to męczące.
Co do poprawiania błędów. Chyba nigdy się do tego nie zabiorę. Moja polska ortografia ucierpiała przez ostatnie trzy lata. Ostatnia rzecz, jaką napisałam po polsku (oprócz bloga oczywiście) to matura w 2006.
Pozdrawiam i zapraszam na one-dead.blog.pl
komentarze [4]Cześć >> środa, 22 października 2008 22:07:03
Nadal żyję, bloga nie porzuciłam. Dziekuję mylogowi za przypomnienie.
komentarze [0]Informacja dla oceniających >> piątek, 8 sierpnia 2008 18:29:31
Mam taką drobną uwagę do oceniających. Niestety nie mam w tej chwili czasu na poprawienie kilku ewidentnych błędów w tym opowiadaniu. Chodzi przede wszystkim o zapis dialogów. Wiem, jakie są zasady.
- Ale niestety wcześniej ich nie znałam- wytłumaczyła się autorka.
- Szkoda, bo tak zapisane dialogi źle się czyta.- Zdenerwowana oceniająca zamknęła bloga z niesmakiem.
Po drugie notorycznie zapominam przecinków przed "a".
Po trzecie nadużywam znaków zapytania i wykrzykników. Wiem, źe to błąd, ale niestety ja lubię znaki przystankowe.
Po czwarte na końcu podpunktów muszą być kropki. Postaram się to w ciągu najbliższych dni poprawiać, ale nie sądze, bym się wyrobiła ze wszystkim.
Do tego, mylog ciągle twierdzi, że serwis jest niedostępny. To trochę utrudnia zadanie.
Riitta
komentarze [1]Info o 2012 >> piątek, 6 czerwca 2008 22:17:11
UWAGA! Zapraszam was wszystkich na nową odsłonę 2012 na dwadwanascie.blog.pl
Przeniosłam bloga, gdyż mylog po prostu zrobił się upierdliwy do granic wytrzymałości.
Na razie opublikuę stare notki, ale nieco poprawione.
O czym będzie 2012?
Otóż opowiadanie mówi o dziewczynie, która z niewyjasnionej przyczyny nagle przenosi się w czasie do roku 2012. Właśnie skończyły się Mistrzostwa Europy, lub raczej powinnam powiedzieć: właśnie je przerwano. Dlaczego?
Dlaczego z panoramy miasta zniknął Pałac Kultury?
Kto wysadził w powietrze dwa mosty na Wiśle?
I dlaczego po olimpiadzie w Vancouver Adam Małysz przepadł bez śladu?
Czytajcie, by się przekonać!
komentarze [3]Od Riitty >> czwartek, 15 maja 2008 21:09:39
UWAGA WAŻNE!!!!!!!!!!!
ZMIENIŁAM DOŚĆ POWAŻNIE WSZYSTKIE NOTKI OD NOTKI NUMER 33 WŁĄCZNIE. JEŚLI ZNAJDĘ CZAS, PLANUJĘ POPRAWIĆ JESZCZE WIĘCEJ, ALE JAK NA RAZIE ZNALAZŁAM CZAS NA TYLE.
komentarze [8]38. Koniec wieńczy dzieło >> czwartek, 24 kwietnia 2008 22:54:56
Świat skoków narciarskich zamarł i legł w gruzach.
Od tylu lat uważano Mikę za doskonałego trenera, a drużynę Norwegii za stworzony przez niego cud. Wszystko okazało się kłamstwem. Wielka wygrana Svena w pięćdziesiątym TCS okazała się kłamstwem.
Młodzi austriaccy zawodnicy, którzy rzekomo tworzyli taki fantastyczny „team spilit”, okazali się być wrednymi, zazdrosnymi ludźmi, gotowymi zabić konkurenta.
Wszystkich ich usunięto z kadry.
***
Po wielu godzinach przesłuchań i zeznań, licznych wywiadach, programach telewizyjnych, artykułach w gazetach, powoli świat wracał do normy. Gregor leczył swoje rany w domowym zaciszu i ze względu na potrzebę odpoczynku nie wychodził ze swojego pokoju przez najbliższe dwa tygodnie.
Na TCS skoczni Thomas poznał się z Riittą Kassmeyer. Podobno dziewczyna pisała nawet o tym na swoim blogu gegenmeinenwillen.blog.onet.pl.
Kamil Stoch zniknął z pola widzenia. Nie miałam mu tego za złe. Rozstaliśmy się w przyjaźni i na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy.
***
Jakiś czas później postanowiłam wybrać się do Gregora, by przeprosić go za mój udział w porwaniu. Nadal miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.
Przeprosiny zostały przyjęte.
***
Kto jeszcze korzystał z pomocy Miki?
Kto zabił brata Andersa tak naprawdę?
Czy istnieje jeszcze jakiś sport, w którym nie wszyscy zawodnicy używają dopingu?
Tego nie dowiemy się pewnie nigdy.
Poza tym, czy zawsze warto dociekać prawdy?
Podobno są trzy rodzaje prawdy: ano prawda, tyż prawda i gówno prawda.
A ja osobiście najbardziej lubię to powiedzenie:
PRAWDA LEŻY POŚRODKU – Die Wahrheit liegt in der Mitte.
KONIEC
Przede wszystkim chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy przez cały ten rok (tak, Gretta powstała rok temu!) byli ze mną i z Grettą i śledzili jej losy. Dziękuję wszystkim, którzy zawsze znajdywali czas, by skomentować notki, dodać mi otuchy, skarcić za błędy. Cieszę się, że miałam wielu inteligentnych czytelników, którzy nie domagali się ode mnie ciąż bohaterów, rozstań i wielkich nieprawdopodobnych romansów i połapali się w tej zwariowanej fabule. Pewnie ciekawi was, jak to wszystko powstało?
Otóż pomysł na to opowiadanie zrodził się w mojej głowie dokładnie rok temu. W mojej głowie pojawiła się ciemna scena, dziejąca się w okolicach północy. Gregor w otoczeniu swoich kolegów. Coś przeciw niemu knuli. Wtedy postanowiłam, że będzie to historia o porwaniu Gregora. I to wszystko. To była moja pierwsza, nieoszlifowana myśl. Do niej musiałam dopisać sobie całą resztę. Dlaczego koledzy wyprowadzają Gregora w nocy? Bo chcą oddać go porywaczom. Gregor jest pijany. Główna bohaterka jest świadkiem. Tylko co ona robi w środku nocy? I tutaj zrodził mi się pomysł na rodziców, na izolowanie córki fizjoterapeuty, na wywiad z dziennikarzem i szlaban. I wtedy zaczęłam pisać.
Kolejne elementy układanki wyskakiwały mi przed oczami, gdy tylko zadałam sobie wystarczająco dużo pytań. Czemu ojciec nie chciał, by Gretta miała coś wspólnego ze skokami? Bo ukrywał tajemnicę. Kto porwał Gregora? Sven. Ale dlaczego? Co nim kierowało. Chciał się zemścić, zwrócić uwagę świata na czymś. Na czym? Na Mice. A co zrobił Mika? Jest oszustem. A co może mieć wspólnego Mika i ojciec Gretty? I tu zaczęłam ogromne poszukiwania po Wikipedii, stronach o skokach. Szukałam faktów, a fakty zdawały mi się po prostu idealnie dopasowywać do historii. Mika był szkoleniowcem Austrii. W czasie zawodów PK w Skandynawii obecny był z obecnej stawki tylko Ammann. Ammann mógł znać ojca Gretty i Mikę. Śmierć trenera Austrii w wypadku samochodowym.
Potem czytałam powieść Harlana Cobena The Woods, o zwłokach zakopywanych w lesie i połączyłam tak wątek Andersa z Miką i ojcem Gretty.
W przeciągu tego roku opowiadanie to zmieniało w mojej głowie kierunek co kilka chwil, aż w końcu przybrało swoją ostateczną formę.
Poszczególne sceny czasami po prostu ot tak pojawiały mi się w głowie. Na przykład zdjęcia pobitego Gregora oglądane w małej knajpie w Szwajcarii.
Inne sceny były wynikiem licznych poszukiwań w Internecie. Bogu dzięki, że istnieją takie strony jak WWW.skokinarciarskie.pl czy WWW.skijumping.pl
Wiele osób pisało, kim jest dziewczyna ze zdjęć. Hmm… to nikt znany.
Może wkrótce stworzę stronę internetową poświęconą moim opowiadaniom i zamieszczę tam jeszcze więcej zdjęć bohaterów. Kto wie?
Tymczasem zapraszam wszystkich na opary-absyntu.blog.pl moje nowe opowiadanie.
Początek dwudziestego wieku. Dziewczyna wychowana w niemieckiej kolonii, Afryce Wschodniej, zostaje zaproszona przez swoją ciotkę do Innsbrucka, gdzie ma zająć się między innymi swoim debiutem na austriackich salonach, wyjść za mąż za swojego kuzyna Thomasa von Morgenstern i zająć się synem zaginionej przed paroma tygodniami księżnej Tyrolu, Gregorem. Młody chłopak twierdzi, że rodzinny zamek jest opętany przez duchy…
Nowa notka już wkrótce.
Zaglądajcie proszę na tego oraz na nowego bloga od czasu do czasu.
Na chwilę obecną nie planuję kontynuować Gretty w żadnej formie. Ale kto wie, co stanie się za rok?
Jeszcze raz dziękuję.
Jest to pierwsze moje opowiadanie, które udało mi się zacząć, napisać i sensownie skończyć. Jestem z siebie dumna.
Do usłyszenia na OPARY-ABSYNTU.BLOG.PL
Czekam tam na was!!!!!!!
komentarze [8]37. I stała się światłość >> poniedziałek, 21 kwietnia 2008 21:29:38
Dźwięk syreny alarmowej, lub popularnie zwanego koguta rozniósł się w wieczornej ciszy, sprawiając, że na mojej skórze pojawiły się ciarki. Wycie rozdzierało spokojną okolicę, jak ostrze brzytwy. Zeskoczyłam z parapetu, poczułam pod butami skrzypnięcie śniegu i wraz z Thomasem i Gregorem rzuciliśmy się do ucieczki.
Nie wiem, dlaczego się nie zatrzymaliśmy. Przecież my nie mieliśmy udziału w tym porwaniu. Za nami zostawiliśmy całkiem swobodnego Svena i skrępowanego Andersa. Jednak Sven dzwoniąc na policję, powiedział pewnie, że porywacze uciekają z Gregorem. Jemu udało się uwolnić, a Jacobsen nikogo nie obchodził.
Przebiegliśmy przez ogród sąsiadów Svena, okrążyliśmy ich zadbany biały dom, którego dach przykryto czerwoną dachówką i ruszyliśmy w dół drogi. W mroku otaczającej nas nocy rozbłysło się niebieskawe światło. Zaczęło wirować wokół nas, odbijając się od szyb i karoserii samochodów. Mieliśmy dosłownie kilka sekund, by zniknąć za rogiem, wsiąść do auta i odjechać. Biegliśmy, ale sił w nogach, powoli traciłam oddech. Thomas ciągnął Schlirenzauera za rękę i cały czas powtarzał, że to jeszcze tylko chwilka, że zaraz będziemy na miejscu i odpoczniemy.
Usłyszeliśmy odgłos silnika. Wpadliśmy między krzewy jakieś kilkanaście metrów od skrzyżowania. Wyjrzałam przez gałęzie. Radiowóz zatrzymał się pod domem Hannawalda. Wysiadło z niego dwóch funkcjonariuszy. Jeden z nich zaczął świecić latarką po okolicy, drugi pobiegł prosto do domu. Gdy pierwszy zniknął na chwilę z pola widzenia, skorzystaliśmy z niepowtarzalnej okazji, by uciec. Z duszą na ramieniu, sercem łomoczącym ze zdenerwowania i braku kondycji, rzuciłam się przed siebie, nie zważając zupełnie na nic. Nasz samochód stał nieco schowany, a Kamil czekał już w środku z zapalonym silnikiem. Ja i Gregor wcisnęliśmy się na tylnie siedzenie, a Morgenstern dosiadł się z przodu. Wyjechaliśmy tyłem i dopiero dobre kilkadziesiąt metrów dalej, Stoch wykręcił pojazd do przodu.
***
- Udało się!- wołał Thomas na przednim siedzeniu. – Musimy zadzwonić do Pointnera! Do rodziców! Muszą wezwać pogotowie!
- Spokojnie- uciszyłam go. – Musimy najpierw coś ustalić, dobrze? Zaczekajmy w bezpiecznej odległości i sprawdźmy, co zrobią ze Svenem funkcjonariusze. Jeśli wyprowadzą go skutego, wracamy i wszystko im mówimy. Jasne?-
Thomas się zawahał.
- Słuchaj, nie wiem, czy dobrze zrobiliśmy. Teraz w życiu nie udowodnimy, że stoi za tym Mika. Zrzucą winę na Svena.- Miał oczywiście rację.
- Ale ja widziałem Mikę!- zaprotestował Gregor. – I widział go Anders!
Nagle zaświtał mi pewien pomysł.
- To proste, powiemy, że to Mika porwał Gregora i przetrzymywał go w domu Svena. Svena też trzymał w niewoli, bo bał się jego zeznań! Musimy tylko przekonać Svena do takich zeznań- wytłumaczyłam spokojnie.
- Ale Sven też jest winny!- krzyknął Kamil.
- Zadzwońmy do niego i zaproponujmy mu pewien układ. Powiedzmy, że to Mika przed chwilą wpadł do jego domu. Chciał przenieść Gregora w bezpieczniejsze miejsce. Usłyszał alarm, zaczął uciekać. Sven się uwolnił, zadzwonił na policję. Mika się przestraszył policji, wyrzucił Gregora na ulicy. My go znaleźliśmy.
- A jak zapłaci Sven?- dopytywał się Morgenstern, niezbyt przekonany.
- Sven też zapłaci- odezwał się nagle Gregor ze swojego miejsca.– Oto, co znalazłem w jego domu.- I spod bluzy wyciągnął mały zeszyt.
W tym właśnie magicznym zeszycie znajdowały się wszystkie rachunki, jakie płacił Mice. Aż trudno pojąć, że Sven był aż tak głupi, by ich nie wyrzucić!
A Gregor był niesamowicie sprytny, że udało mu się ten zeszyt zdobyć.
Zawróciliśmy.
Policja zdołała rozwiązać Andersa i posadzić go na schodach na parterze. Nasze wejście, a w szczególności widok Gregora, spowodowało niezłe zamieszanie. Wytłumaczyliśmy, że znaleźliśmy Gregora kilkaset metrów stąd. Gregor opowiedział historię o Mice. Sven milczał.
Dzięki Bogu.
***
Dwie godziny później straż graniczna zatrzymała Mikę Kojonkoskiego na lotnisku w Bazylei.
komentarze [8]Informacja >> piątek, 18 kwietnia 2008 16:39:19
Postanowiłam nowego bloga pisać na innym portalu. Mylog odmawia mi notorycznie posłuszeństwa i dlatego moje najnowsze opowiadanie W OPARACH ABSYNTU już wkrótce pojawi się pod adresem: opary-absyntu.blog.pl Już teraz możecie podziwiać szablon i oceniać go w księdze gości.
Nadal bardzo was proszę o komentowanie 2012 i Charlotte-Amalie. Dzięki temu pomożecie mi podjąć decyzję!
Już wkrótce nowa Gretta.
Pozdrawiam,
Riitta
komentarze [2]36. Wielka improwizacja >> poniedziałek, 14 kwietnia 2008 00:34:01
Cisza.
Cisza tak przeraźliwa, że człowiek zaczyna sobie wyobrażać najokropniejsze rzeczy. Wyobraźnia działa na pełnych obrotach. Odgłos spadającego kurzu mógłby zbudzić martwego ze snu wiecznego. Jedyne, co słyszysz to przyspieszone bicie twojego własnego serca, tak donośne, że brzmi jak orkiestra złożona z tysięcy bębnów. Boisz się poruszyć, by nie zburzyć tego nienaturalnego spokoju, by twój jeden niezdarny ruch nie wywołał lawiny, trzęsienia ziemi.
Mrok.
Mrok tak nieskończony, że tracisz rachubę czasu. Nie wiesz, czy nadal jest dzień, czy może już środek nocy. Otaczająca cię czerń zaciska na tobie swoje zimne wielkie dłonie, oplata cię wokół szyi i zaczyna dusić. Wydaje ci się, że gdzieś się coś poruszyło, ale nie potrafisz tego zlokalizować. A może to twoja wyobraźnia płata ci takie figle? Może wokół nie ma absolutnie niczego, jedynie pusta przestrzeń, kilometry całkowitej próżni? A może zaledwie centymetr od twojego nosa siedzi przyczajony potwór i śmieje ci się w twarz, odsłaniając rząd lśniących białych kłów?
Chłód.
Chłód tak przenikliwy, że jego ostre igły przebijają cię na wskroś. Drapią cię swoimi ostrzami po gardle przy każdym wdechu. Jak ogromne chropowate pazury rozdrapują ci wnętrza.
Oczekiwanie.
Powolne oczekiwanie zabija cię krok po kroku. Nie wiesz, co cię czeka, co stanie się za chwilę. A może nie stanie się zupełnie nic i będziesz tak tkwił do swoich ostatnich marnych chwil? Każda sekunda może oznaczać całkowitą zmianę lub ostatni oddech.
Gregor Schlierenzauer się bał. Po raz pierwszy w życiu odczuł, czym jest tak naprawdę strach. Strach paraliżujący każdy ruch, a nawet przeszkadzający w normalnym oddychaniu. Wciągane do płuc powietrze bolało, bolało mruganie, właściwie wszystko sprawiało ból.
Dlaczego tak długo to trwało?
Przecież cała policja musiała go szukać. Przepadł bez słuchu kilka dni temu. Czemu nikt nie wpadł na jego trop? Ta dziewczyna, która odwoziła go w nocy do szpitala, musiała przecież komuś o ty powiedzieć! Chyba, że jego nędzni koledzy i jej wyrządzili krzywdę. Jak tylko ich dorwie, zrobi wszystko, był ich kariera dobiegła rychłego końca.
Zawył alarm.
Serce Gregora podskoczyło do gardła. Mało nie dostał zawału. Objął się ramionami dla uspokojenia. Nareszcie! Dotarli!
***
Wszystko potoczyło się zgodnie z założeniem, niezwykle szybko. Sekundę po uderzeniu opony, Kamil zanurkował w krzakach i zniknął zupełnie z pola widzenia. Otworzyły się drzwi wejściowe i wychudzona sylwetka w domowych fioletowych kapciach w żyrafy wybiegła na zaśnieżoną ścieżkę. Korzystając z okazji wśliznęłam się do środka i przylgnęłam do ściany. Chwileczkę później pojawił się obok mnie lekko zdyszany Thomas. W hallu panowała zupełna cisza. Jeżeli ktoś oprócz Svena tu był, nie dał tego po sobie poznać.
- I co teraz?- zapytał Morgenstern, rozglądając się po pomieszczeniu, które oświetlały jedynie latarnie z ulicy. Ledwo dało się rozpoznać sylwetkę schodów na piętro i do piwnicy.
- Prawdopodobnie trzymają go gdzieś w piwnicy- zawyrokowałam z przekonaniem. Popchnęłam Austriaka przed siebie i oboje ruszyliśmy w stronę stopni. W mieszkaniu panowała nienaturalna cisza, tylko syrena alarmu z dworu przyprawiała mnie o dreszcze.
Gdy znaleźliśmy się w piwnicy, Sven zdążył już wrócić do domu i prawdopodobnie wykonywał właśnie telefon na policję. Ponownie zawył alarm. Thomas odetchnął z ulgą.
- Już się bałem, że zaraz zbiegnie tu na dół. Mam nadzieję, że nie dorwie Stocha, skubaniec jeden anorektyczny.- Tak, jakby mu nagle zależało na losie Stocha. Przemilczałam to jednak i zaczęłam otwierać drzwi jedne po drugich. W końcu po naszej lewej natrafiliśmy na małe pomieszczenie, na którego końcu stała mała wersalka. Poświeciłam latarką po ścianach i natrafiłam na poranioną twarz Gregora. Morgenstern wciągnął głośno powietrze i nie zważając zupełnie na nic, pognał do swojego kolegi i rzucił mu się na szyję.
- Jezu Chryste, Greg! Co on ci zrobił?- Objął chłopaka i przycisnął do siebie tak mocno, że bałam się, iż połamie jego drobne kości.
- Dobra, kończ te romanse, jego trzeba stąd zabrać!- ponagliłam Thomasa, próbując rozwiązać sznury krępujące Gregora.
- Gdzie jest Jacobsen? On też tu jest, prawda?- spytałam roztrzęsionego Schlierenzauera.
- Tak. Mika sam go wiązał. Krzyczał coś o jakimś przeklętym bracie, że Anders skończy jak on…-
Wymieniliśmy z Thomasem spojrzenia. Wszystko się potwierdziło. Mika zabił brata Andersa, a teraz porwał dwóch skoczków. A Sven mu w tym pomagał.
-Pospieszmy się!- Zawołałam. – On chyba do kogoś dzwonił!- Usłyszeliśmy ponowny trzask drzwi, gdy Sven wybiegał na dwór. W świetle latarki dostrzegłam, że twarz Gregora jest niesamowicie poturbowana. Ogromny strup z zaschniętą krwią ciągnął się od lewej skroni do połowy czoła. Sina plama widniała powyżej kości policzkowej. Ogromne worki pod oczami… Thomas przeciął nożem więzy i wziął Gregora na ręce.
- Hej, postaw mnie na ziemi…
- Przestań się wyrywać!- poprosił Morgenstern. –Dasz radę iść samemu?- Spytał z powątpiewaniem.
- Co wy tutaj robicie? Kim jesteś?- To pytanie skierował do mnie. – Jak mnie znaleźliście? Co się w ogóle dzieje? Gdzie jest Sven?- Jego głos łamał się, wyrażał przerażenie i niedowierzanie zarazem. A do tego wszystkiego chłopak trząsł się jak galaretka. W piwnicy panował przenikliwy chłód.
- Jestem Gretta, wszystko ci wyjaśnimy. Musimy uciekać!- Pomogliśmy Gregorowi wdrapać się po schodach i wbiegliśmy do któregoś z pokoi na parterze. W tym samym momencie Sven wpadł z powrotem do mieszkania. Krzyczał coś pod nosem. Zbiegł do piwnicy. Otworzyliśmy okno. Jako pierwszy wyszedł Morgenstern. Ja pomogłam Schlierenzauerowi wdrapać się na parapet w momencie, w którym Hannawald przekroczył próg. Gregor stał już na zewnątrz.
- Gretta, uciekaj!- wrzasnął wtedy Thomas, ale niemiecki skoczek już do mnie podbiegał. Zamknęłam oczy, wyprostowałam dłoń i wzięłam zamach. Pamiętałam z książek kryminalnych Harlana Cobena, by nigdy nie zaciskać dłoni w pięść uderzając kogoś. Można wtedy łatwo złamać sobie kostki. Należy zawsze uderzać wyprostowaną jak żelazko dłonią. Najlepiej bokiem dłoni w okolice szyi. Spróbować trafić w tętnicę. Oczywiście wcale nie miałam zamiaru zabijać Sven, lub robić mu krzywdę. Chciałam, by na chwilę stracił dech, by zachwiał się i upadł. Potem mogę go kopnąć, tak by zrobił mu się siniak.
Uderzyłam. Zabolało straszliwie. Mnie i jego. Sven zawył z bólu. Upadł. Kopnęłam go. Wtedy rozległy się syreny alarmowe. Policja jechała już naszą ulicą.
komentarze [4]34. Plan dwa w jednym >> czwartek, 27 marca 2008 22:33:28
W pokoju, który wynajęliśmy panowała błoga cisza. No a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Tak naprawdę wisiało w powietrzu napięcie, a dwóch skoczków narciarskich obrzucało się nienawistnymi i pełnymi wyrzutów spojrzeniami. Powoli zaczynała mnie ta sytuacja bawić. W końcu kłócili się o mnie dwaj znani, całkiem przystojni faceci. Nie miałam na co narzekać. Przecież nie jestem niczyją żoną. Poza tym, nie tylko ja jestem winna całej tej sytuacji!
Zachowywali się strasznie dziecinnie, szczerze powiedziawszy. Jakby byli małymi chłopcami w piaskownicy i kłócili się o łopatkę. Trochę denerwował mnie fakt, że pewnie wcale nie chodziło im o mnie, ale raczej o urażoną męską dumę. Cieszyłam się tylko, że nie żyjemy w osiemnastym wieku i nikt się nie będzie pojedynkował. Spróbowałam sobie wyobrazić ich z rewolwerami w ręku, mierzącymi do siebie z pełnymi pogardy minami. Ciekawe, kto pierwszy rzuciłby rękawicę, gdybyśmy mieli średniowiecze? W sumie skoczkowie narciarscy nosili nawet rękawiczki.
Czy obchodziło i w ogóle, co ja czułam?
Kiedy ponownie doszło do wymiany argumentów spróbowałam się wyłączyć psychicznie. Thomas powtarzał głównie tryumfalnie, że jakby nie patrzeć, to on jest lepszym skoczkiem. Kamil twierdził natomiast, że wygląda przynajmniej jak człowiek, a nie jak satelita szpiegowska.
Thomas zabawiał się przy tym w najlepsze swoją pluszową maskotką, która przypominała przebarwionego pudla. Wyglądał jak małe niezadowolone dziecko. Kamil skakał natomiast po kanałach telewizyjnych, głównie skupiając się na Euronews po francusku, CNN nadawanym na kraje bliskiego wschodu i transmisji z mistrzostw w snookerze. Szczerze wątpiłam w to, czy obchodzą go notowania giełdy w Indiach, sprawozdanie z parlamentu europejskiego w języku, którego nie rozumiał, czy rozgrywka pomiędzy Ronnie O’Sullivanem a Steven Henrym. Ten pierwszy wyglądał przynajmniej dość ciekawie, a z tego, co mówił komentator, facet miał bujną przeszłość.
Wypakowałam wszystkie zakupy z siatek i rozłożyłam je przed sobą na podłodze. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu, dotykając po kolei poszczególne przedmioty i zastanawiając się, jak można ich użyć. Nie denerwowałam się tym, co nas czekało. Byliśmy we trójkę. Poradzimy sobie.
Wstałam i podeszłam do okna. Przede mną rozciągał się piękny widok. Widok na Niemcy, kraj który mógłby nawet uchodzić za fajny, gdyby tylko deportować wszystkich jego mieszkańców.
1. Tylko Niemcy mogli nazywać swoje dzieci Wolf. Cześć, Wilku, jak się dzisiaj czujesz?
2. Tylko tutaj od kilku lat organizuje się Mistrzostwa Świata w jeździe na woku, a bierze w nich udział Sven Hannawald.
3. Tylko tutaj jedno i to samo słowo wymawia się w każdym regionie inaczej. Na przykład Badeńczycy na gewesen mówią gwe.
4. Tylko tutaj noszenie spodni tak nisko, że widać sprane kraciaste bokserki, może uchodzić za szczyt mody.
5. Tylko tutaj za wydarzenie kulturalne może uchodzić chlanie hektolitrów piwa na Oktoberfest.
6. Tylko tutaj Sven może uchodzić za przystojnego i to nie tylko w teorii, ale i w praktyce
7. Tylko tutaj kupuje się w sklepach na święta gotowe pisanki, a nie robi się ich samemu. Na półkach przewalają się kilogramami gotowane jajka, wyglądające jakby były z marmuru, a ich kolory przypominają radioaktywne żaby.
8. Niemcy naprawdę uważają, że Wetten Dass… jest śmieszne. A szczególnie ich niemiecki prezenter Thomas Gottschalk ze swoimi kolorowymi garniturami.
9. Wciąż upierają się, że Hitler urodził się w Austrii, więc właściwie oni nie mają z nim nic wspólnego
10. Pomijając już całą resztę ich świetlanej przeszłości.
Kończąc te mało śmieszne wywody i skupiając się na palącej sprawie uwolnienia młodocianego przestęp… znaczy się zakładnika, przerwałam moim towarzyszom podróży wywody na temat rozmiarów (nart oczywiście) i tego, kto ma większy BMI (większy Body Mass Index wskazuje ich zdaniem na posiadanie mięśni).
- Kochani, nie chcę wam przerywać tej niezwykle pasjonującej dyskusji, ale czas chyba opracować jakiś plan, prawda?- spytałam, zakładając ręce na piersi i wyczekując reakcji. Thomas podniósł wzrok znad pluszowej zabawki Happy Ronald McMorgendonald i zmarszczył czoło. Wyglądał, jak wyciśnięty z sokowirówki.
- Plan? Myślałem, że ty masz jakiś plan?- Zawiesił nieco głos, widząc po mojej minie, że nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.
- Myślę, że p zmroku powinniśmy udać się w kierunku miejsca zamieszkania obywatela Hannawalda- stwierdził Kamil, po chwili namysłu. – A samochód zostawić jakiś kawałek dalej, żeby czasem nie wzbudzić podejrzeń. Poza tym lepiej, żeby nie widział naszych rejestracji.- Pokiwałam głową z uznaniem. Brzmiało to całkiem rozsądnie. Spojrzałam znów na Morgensterna, który zdał sobie sprawę, ze właśnie stracił w moich oczach cenny punkt. Ponieważ nie grzeszył zbytnio inteligencją, choć bardzo starał się coś z siebie wydusić, na nic się to nie zdało. Stoch znów był szybszy.
- Musimy się jakoś zorientować, ilu ich tam jest. To znaczy porywaczy.
- Dwóch- odparłam. – A przynajmniej dwoje ludzi nas śledziło, gdy nocą pojechaliśmy do Spittal- wyjaśniłam.
- Wiesz, kto to był?- Chciał wiedzieć Kamil. Przytaknęłam.
- Sven. A ten drugi wyglądał jak Nick Heidfeld, ale wiesz, wszyscy zarośnięci faceci po trzydziestce tak wyglądają.- Przypomniałam sobie rudą brodę wspólnika Svena. Po chwili jednak, zdałam sobie sprawę, że przecież tak naprawdę nie mogłam wiedzieć, kim jest ten facet. Dostrzegłam rudą brodę w tej ciemnicy? Postanowiłam nie dzielić się tą uwagą z chłopakami. Ruda broda? Trochę to naciągane.
- Ktoś w tym czasie musiał jednak pilnować Gregora.- Nad głową Thomasa zaświeciła się wielka żarówka olśnienia.
- Albo go zamknęli w piwnicy- zaprzeczył Polak i pokręcił głową. – A może był z nimi w samochodzie, związany w bagażniku…-
- PRZESTAŃ!- przerwał mu Morgenstern, nagle podirytowany. – Nie wystarczy już, że go pobili? Po co mieliby go wozić w bagażniku?- Po jego twarzy przeleciał dziwny cień, wzdrygnął się. A do tego wreszcie przestał męczyć się nad wymyślaniem ciętych ripost, a zamiast tego zapatrzył się zupełnie w powietrze, jakby rozpościerała się przed nim wielka próżnia.
- Możemy wyjść z założenia, że w domu przebywają dwie osoby. Do tej pory nic nie świadczy o tym, żeby było inaczej. Być może Sven jest nawet zupełnie sam, a tamten tylko mu chwilowo pomagał- zaproponowałam, żeby przejść do następnego punktu naszego planu. Musimy liczyć się z tym, że Sven nie działa sam, ale i tak nie domyślimy się prawdziwej liczby, więc po się nad tym rozwlekać?
- Postaramy się pozbyć przynajmniej jednego z porywczy z domu. – W tym momencie wyjaśniłam pokrótce, jak kilka dni temu dostałam się niezauważona do własnego domu dzięki uruchomieniu alarmu samochodowego. Pomysł się spodobał. – Wtedy wtargniemy do domu, odnajdziemy Gregora i spróbujemy wydostać się przez jakieś okno. Jeżeli się nam to nie uda, ukryjemy się w którymś z pokoi na parterze i odczekamy aż porywacze wrócą do łóżek, lub rozejdą się po domu. Wtedy spróbujemy się wydostać.- Plan brzmiał łatwo, powiedziałabym nawet za łatwo, ale na jakieś większe kombinowanie nie mieliśmy ani czasu, ani tak naprawdę wystarczającej wiedzy i doświadczenia. Musimy iść na żywioł.
***
Kilka minut po godzinie dziesiątej wieczorem wyszliśmy z naszego pensjonatu i wsiedliśmy do samochodu. Na szczęście dom Hannawalda znajdował się stosunkowo niedaleko, więc odnaleźliśmy go bez trudu. Samochód zaparkowaliśmy przecznicę dalej, tuż przy niewielkim parku. Niskie krzewy, choć pozbawione liści, całkiem skrzętnie go zarywały. W okolicy nie działo się zbyt wiele. Mały sklepik na rogu zamknięto już o osiemnastej, a dzieci zniknęły z placu zabaw wraz z wieczorynką. W powietrzu unosił się zapach mrozu. Wiecie, jak pachnie mróz? Dla mnie zimne powietrze pachnie jak utleniający się gaz. Jest cierpkie, lekko gorzkawe, a do tego przydusza płuca. Delikatna mgiełka, która zawsze unosi się w mroźne zimowe wieczory, tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Resztki śniegu skrzypiały nam pod butami, zdradzając naszą obecność w przenikliwej ciszy. Szliśmy powoli, obserwując otaczające nas domy, patrząc nerwowo, czy czasem ktoś nie idzie ulicą. W domu Svena panował zupełny mrok. Ani jednego zapalonego światła, ani jednej lampy, nawet najdrobniejszego błysku diody telewizora. Jakby nikt tam nie mieszkał. Jakby mieszkańcy dawno położyli się spać po męczącym dniu w pracy. Oczywiście nie liczyłam na to, że skoczek będzie stał w progu i czekał na nas z otwartymi ramionami. Ale chciałabym chociaż wiedzieć, czy śpi? Czy jest w którymś z tych pokoi? Czy czai się przy oknie i spogląda w dół, czy czasem ktoś podejrzany nie skrada się do jego ogródka? Nie zdradzał go jednak żaden cień. Być może stał schowany za zasłonami z wycelowanym w nas pistoletem i tylko czekał na odpowiedni moment, by wystrzelić? Ani jednego uchylonego okna! Obeszliśmy budynek i zatrzymaliśmy się przed wejściem, schowani za zaparkowanym na środku działki samochodem. Jeszcze raz szeptem powtórzyliśmy główne założenia naszego planu. Thomas podniósł się z klęczek i zniknął za rogiem. Kamil schował się za krzakami tuż obok auta. Ja wstałam na nogach jak z waty, zrobiłam kilka kroków w bok i przykucnęłam za wielką donicą przy drzwiach. Spróbowałam przykleić się do ściany a najlepiej wtopić się w nią i stać się niewidzialną. Odliczyłam do trzech. Sylwetka Stocha wyrosła z zarośli. Jego toporny but z impetem uderzył o oponę wozu.
Zawył alarm.
***
Jadę na narty kochani w niedzielę a do niedzieli 10 stron o Semperoper w Dreżnie muszę zrodzić, więc jakby co, to mnie nie ma.
Ach do Austrii jadę, mojego ukochanego Ösilandu. Pozdrowię od was wszystkich Szliren-Czarusiów.
Źle typujecie z tymi partnerami dla Gretty, mówię wam.
komentarze [9]33. Zapach ciasta >> czwartek, 20 marca 2008 18:02:07
- Ponieważ kadra wyjechała, a ja muszę dowieźć mój tyłek z powrotem do domu na święta, skorzystam z twojego samochodu. Wreszcie się na coś przydasz.- Poinformował mnie Morgi, zebrał swoje torby i ruszył w stronę drzwi. – Poczekam na dole.- Dodał, posyłając Kamilowi ostatnie wściekłe spojrzenie i zniknął. Rzuciłam za nim kluczykami w drzwi i krzyknęłam jakieś niezbyt wyszukane przekleństwo. Nawet w tej dziedzinie powoli schodziłam na psy.
- Czy on przechodzi menopauzę?- Spytał się Stoch, nieco rozbawiony całą sytuacją, co zupełnie mnie zdziwiło. – To wy jesteście razem?- Spytał zaczepnym tonem, widząc moją zdegustowaną minę.
- Nie, nie jesteśmy.- Odparłam zgodnie z prawdą. – I w ogóle nie mam ochoty o tym rozmawiać.
- Wiesz, mnie to wisi. Trzeba korzystać z życia, póki się da. A nim się nie przejmuj.- Chłopak wzruszył ramionami i dodał konspiracyjnym szeptem. – Bo wiesz, co o nim mówią…-
Pokręciłam głową, nie bardzo wiedząc, do czego zmierzał. Co mnie obchodziło, co mówili o Morgensternie. On ewidentnie nie chce mieć ze mną nic do czynienia, a ja sobie na takie potraktowanie całkowicie zasłużyłam.
- Słuchaj, on miał rację, że się na mnie tak wściekł…- Zaczęłam ostrożnie. Właściwie wcale nie musiałam się tłumaczyć, ale coś podpowiadało mi, że powinnam. – Przyjechałam tu z nim, dwa razy ze sobą spaliśmy, a potem zniknęłam, a sytuacja jest naprawdę niewesoła…-
- Widzę, że ma pani powodzenie wśród skoczków, panno Gleirscher!- Zaśmiał się Kamil i poczułam, jak kamień spada mi z serca. Coś w jego twarzy zdradzało, że uważa mnie bardziej za interesującą niż żenującą osobę.
-Wczoraj byłam też u Simona Ammanna…- Stwierdziłam mimochodem z szelmowską miną. – Niestety zemdlałam z wrażenia i do niczego nie doszło.- Dodałam, co oboje skwitowaliśmy gromkim śmiechem. – Miałeś mi coś zdradzić o Tommym?- Przypomniałam mu, zbierając do torby moje rzeczy.
- No sam nie wiem, bo skoro mówisz, że ty i on… sama wiesz… to chyba jednak te plotki nie są do końca prawdziwe…- Z wrażenia wypuściłam moją kosmetyczkę na ziemię. Zaczęłam zbierać rozsypane pudry i kremy do twarzy, kręcąc głową z niedowierzaniem. Już tyle dziwnych rzeczy w tym tygodniu słyszałam, że w sumie mało co mogło mnie zaskoczyć, ale Morgi gejem? No chyba, że ja byłam jakimś przejściowym eksperymentem.
Kiedy wreszcie udało mi się wszystko upchać do torby, pościeliłam kompletnie rozbebeszone łóżko i uchyliłam drzwi balkonowe, wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół.
Thomas stał w tej swojej idiotycznej włochatej czapce z rogami na głowie i przekopywał butem grudki śniegu z prawa na lewo. Zatrzymałam się tuż przy moim samochodzie, położyłam bagaż na ziemi i powiedziałam stanowczym głosem:
- Nie jadę do Spittal.-
Morgenstern przestał nerwowo bawić się śniegiem i spojrzał na mnie z obrzydzeniem. Jego narty leżały przy krawężniku. Kiedy nic więcej nie powiedziałam, skoczek założył ręce na piersi i spytał:
-Co masz na myśli?-
- Możesz pojechać z Kamilem. Trochę mu to pewnie nie po drodze, ale trudno.- Wyjaśniłam, wrzucając torbę do bagażnika. Stoch popatrzył na mnie, jak na zjawę z innej planety. Ponieważ widziałam się w bocznym lusterku i ewidentnie nie urosły mi dodatkowe czerwone głowy, jego spojrzenie musiało mieć coś wspólnego z tym, co właśnie powiedziałam. Moje metody dedukcyjne są niesamowite, przyznajcie.
- Bredzisz.- Stwierdził Thomas. Na jego okrągłej jak księżyc twarzy malował się wyraz głębokiego niezadowolenia. Na moje szczęście jego odstające uszy przykrywała ta idiotyczna czapka. Co ja w ogóle w nim widziałam, oprócz znanego skoczka? Boże, hormony są w stanie przesłonić umysł. Właściwie to nie powinnam się dziwić. Bo niby jak wytłumaczyć ślub Demi Moore z Ashtonem? A, właśnie. Ona jest bardzo bogata. Ciekawa jestem, co jest tak ekscytujące w młodych i niedoświadczonych facetach?
Chwila, no! Miałam z tym skończyć!
- Nie bredzę, tylko jadę do Hinterzarten. Ktoś jedzie ze mną?- Spytałam z radosnym uśmiechem na twarzy, choć tak do końca, wcale nie czułam się tak dobrze.
Mój genialny plan wykombinowałam niecałą godzinę temu. Gregora porwano kilka dni temu. Policja nie miała zielonego pojęcia, co się stało i jak. Dziwaczne zeznanie kadry B jeszcze tylko pogmatwały sprawę. Martin Koch i inni, którzy widzieli zdjęcia skakali w najlepsze w Engelbergu, od czasu do czasu wzdychając, że trzeba coś zrobić z „biednym Gregorem”. Ponieważ to ja wywiozłam go za granicę i to mnie rozpozna, jak tylko zostanie uwolniony, jak nic trafię za kratki. Albo do zakładu poprawczego. Albo wywiozą mnie na Syberię. Albo zlinczują mnie jego rodzice. Nie mam wyboru, muszę go odnaleźć na własną rękę. Nie mam zielonego pojęcia, jak tego sama dokonam, ale wierzę, że w starciu ze Svenem Hannawaldem mam szanse. Facet to anorektyk.
Tak, a do tego ma nierówno pod sufitem i może cię postrzelić.
Chyba z procy! Sven nie ma pozwolenia na broń. Z drugiej strony mało który porywacz ma pozwolenie na broń.
- Mam dość czekania z założonymi rękami!- Wykrzyknęłam. – Nie obchodzi mnie Mika Kojonkoski, tchórzostwo Ammanna, wasze zapewnienia, że coś się wymyśli! Gregor to twój kolega!- Wycelowałam oskarżycielskim palcem w Morgensterna. – Ale ciebie on nic nie obchodzi, tak jak i nie obchodził Oczojebnego, Laskonayzwacza i radosnej gromady!-
Słyszałam, jak Kamil powtarza po mnie słowa oczojebny i laskonazywacz, jakby słyszał je po raz pierwszy w życiu.
- Nie ma zielonego pojęcia, o czym mówisz! Zrobiłbym dla Gregora wszystko!- Morgi usiadł z impetem na krawężniku i schował twarz dłoniach. Jego reakcja zupełnie mnie zaskoczyła.
- Jakoś dziwnie to okazujesz.- Podsumował go Kamil z dezaprobatą.
- Dziwnie to okazuję?- Podniósł głos Thomas. – Dziwnie?!- Powtórzył z goryczą. – A co mam niby zrobić? Nie mam pojęcia, gdzie on jest, ani co mu jest…- Po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Przypomniały mi się niedokończone słowa Stocha z poranka. Poczułam coś dziwnego, czego nie potrafiłam określić. – Zabierz mnie ze sobą! Nie wiem, jak to sobie wyobrażasz, ale jeśli dzięki temu jakoś pomożemy Gregorowi, to ja chcę to zrobić…-
Pokiwałam tylko głową z udawanym zrozumieniem. Nie rozumiałam bowiem jego zachowania absolutnie, ale cieszyło mnie to, że nie zostanę z moim trudnym zadaniem sama.
- To kto prowadzi?- Zapytał Kamil, upychając do bagażnika swoje walizki i sprzęt Morgiego.
***
Zatrzymaliśmy się w Pratteln, typowymi przedmieściami przed Bazyleą. Nad panoramą niewielkiej miejscowości dominowały drewniane wieże wiertnicze oraz stary zamek ze strzelistymi dachami. Zatankowaliśmy na stacji tuż przy autostradzie i ruszyliśmy dalej. Tuż przed wjazdem do miasta szoa wjechała do tunelu i byłem wdzięczna, że to Kamil prowadził, a nie ja. W tunelach dostawałam oczopląsu od tych wszystkich kolorowych świateł. Wbrew krążącym opiniom o nienajlepszej jeździe Polaków, Stoch kierował bardzo dobrze, choć siedzący na tylnim siedzeniu Thomas, ciągle coś dogadywał. Głównie czepiał się, że nie powinno się zbyt długo jechać lewym pasem, o ile prawy jest pusty, ani wyprzedać prawą stroną. W kraju Adama Małysza jednak takie zasady nie obowiązywały, głownie dlatego, że nie było tam zbyt dużo autostrad.
W OBI za granicą niemiecką zaopatrzyliśmy się w przeróżne dziwne przyrządy, które uznaliśmy za niezbędne w czasie akcji uwalniania zakładników. Kupiliśmy dwie różnej wielkości latarki z dużym zapasem baterii, śrubokręty i klucze hydrauliczne do rozkuwania kajdanek, wykręcania śrub i tym podobnych, małą piłkę do piłowania krat w oknach oraz skomplikowanym zamków, młotek na wszelki wypadek, gdyby trzeba było komuś znienacka przyłożyć, linkę do związywania unieszkodliwionych porywaczy i komórkę na kartę do wykonywania tajemniczych telefonów. Dodatkowo chłopcy kupili mi po kwiatku w doniczce i zaczęli się licytować, czyj wyglądał lepiej. Potem zaczęli nękać mnie pytaniami typu, który z nich był lepszy w łóżku, więc włączyłam radio w samochodzie tak głośno, że nie słyszałam własnych myśli i udawałam przez resztę drogi, że śpię.
Obiad zjedliśmy w McDonald’s we Freiburgu. Ja skusiłam się na paskudną sałatkę i hamburgera z krewetkami. Przez najbliższe pój roku będę miała wyrzuty sumienia, że tknęłam to świństwo. Morgenstern jak zwykle wykazał się inwencją twórczą, zamawiając Happy Meal z pluszową maskotką.
Niecałe trzy godziny po opuszczeniu Engelberga dotarliśmy do Hinterzarten, goszczącej co roku letnią GP w skokach oraz rodzinną miejscowość Svena Hannawalda. W powietrzu unosił się zapach domowego ciasta.
***
Dziś krótko, acz treściwie. Chciałam coś dodać przed świętami. Jutro wyjeżdżam z Monachium do Baden-W. W czasie świat to nigdy nic nie wiadomo z notkami, więc życzę wam wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT, FROHE OSTERN MEINE OSTERHASL'!
***
Jacobsen? Hej, Gretta ma dobry gust!
Ahonen, ależ proszę! To, jak robić to z trupem. Przepraszam.
Naprawdę nie wiecie, kogo mam zamiar podsunąc Grettcie? No ludzie!
komentarze [7]BOHATEROWIE >> wtorek, 18 marca 2008 13:49:46
W wolnej chwili zaktualizowałam dział O MNIE o informacje o bohaterach. Nie wiem, komu to do szczęścia potrzebne, ale mniejsza o to.
Nie do końca wiem, co myśleć o waszych komentarzach. Czy ostatnia notka była aż tak zła? Jeżeli coś wam się nie podobało, to napiszcie mi CO, zanim wezmę się za kolejną część.
Piosenka Thomasa widzę podzieliła was na zdegustowanych i zachwyconych. Ach, cóż za emocje!
Poza tym muszę chyba zmienić kolor tych zdjęć w O MNIE. Są zbyt szare.
komentarze [8]32. Die Wahrheit liegt in der Mitte >> niedziela, 16 marca 2008 19:20:14
AKTUALIZACJA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Aktualizacja, ktora zasługuje na początek notki. Aktualizacja, że z krzeseł pospadacie. Śpiewający Schlieri? Też mi, dwa słowa. Macie tutaj Thomasa Morgensterna, który planuje podbić austriackie stacje radiowe!
FRIENDS FOREVER Wystarczy kliknąć w pierwszy utwór, Friends Forever. Klikajcie w PREVIEW.
A tutaj macie krótki opis po niemiecku, o co chodzi.
TEKST
W skrócie: na ślubie swojej siostry Thomas zaśpiewał z kimś ze swojej rodzinki piosenkę, a ten ktoś jest muzykiem i wydał to na singlu. Wkrótce singiel podbije listy przebojów. Dla niewtajemniczonych, ten bardziej piskliwy głosik należy do Tommy'ego.
SMACZNEGO!
**************
Zamrugałam nerwowo. Co miał na myśli? Czy on właśnie sugerował mi, że mój ojciec mógł kogoś zamordować? ZAMORDOWAĆ?
Nie oczekiwałam po tej feralnej nocy zbyt wielkich czułości, ale takiego zmasowanego ataku na rodzinę Gleirscherów nie spodziewałam się na pewno.
- Nie patrz tak na mnie, piękna Austriaczko!- Poprosił Kamil, obejmując mnie ramieniem i przyciągając do siebie. – Przecież mówiłem, że nie powinniśmy roztrząsać tego od rana.- Przypomniał mi, całując mnie w skroń. Pomimo tego gestu, nadal malował się na jego twarzy smutek i wahanie. Poczułam coś dziwnego, uczucie jakiego jeszcze dobrze nie znałam: rozczarowanie. Nie znosiłam rozczarowań. Zawsze starałam się liczyć na jak najmniej, by nie czuć w razie niepowodzenia rozżalenia. Nie sądziłam jednak, że aż tak bardzo zawieść może cię własna rodzina, że wszystko, w co wierzysz to kompletna bzdura zbudowana na kłamstwach. Do oczu napłynęły mi łzy i wiedziałam, że tym razem nie zdołam ich tak łatwo pohamować. I dlatego po prostu płakałam tak długo, aż zaczęło mi brakować tchu a Kamil uniósł dłonią mój podbródek i poprosił, żebym spróbowała zrozumieć.
- Co mam zrozumieć? Że mój ojciec jest mordercą?- Wykrzyknęłam, nie potrafiąc utrzymać emocji pod kontrolą.
- Nie powiedziałem, że twój ojciec jest mordercą!- Stoch odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie z wyrzutem. – Przecież sama przed chwilą… no dobrze, jakieś piętnaście minut temu stwierdziłaś, że ktoś próbował go wrobić!-
- Ale… przecież właśnie to przed chwilą zasugerowałeś!- Zdenerwowałam się. – Powiedziałeś, że mam spróbować zrozumieć! Pozwoliłeś mi płakać ci na ramieniu przez kilkanaście minut!- Wrzasnęłam w końcu, gdyż dopadła mnie furia. Przez prawie pół godziny pozwolił mi żyć w przekonaniu, że mój ojciec jest mordercą! O co mu do jasnej cholery chodziło? Czy torturowanie mnie sprawiało mu przyjemność?
- Spokojnie!- Chłopak posadził mnie z powrotem i mocno mną potrząsnął. – Dałem ci się wypłakać, bo ewidentnie tego potrzebowałaś! A ze zrozumieniem chodziło mi o coś innego!- Zaczął kojąco gładzić mi plecy. Wzięłam kilka głębokich wdechów i powstrzymałam chęć rąbnięcia go w tą zbyt ładną twarz.
- To może mi to wreszcie powiesz?- Zażądałam, nie ukrywając złości, która nadal się we mnie gotowała.
- Tak, Mika Kojonkoski bardzo chciał, żeby wyglądało na to, że twój ojciec zabił tego chłopaka. Poza tym Magnus wyglądał cholernie podobnie do swojego brata, który w międzyczasie zaczął ostro trenować skoki i osiągać bardzo dobre wyniki. Taki ktoś mógł Mice tylko przysporzyć kłopotów. Zabił Jacobsena w tym lesie na oczach twojego ojca i zagroził, że na tym się nie skończy. Następna mogłaś być ty…- Kamil nie dokończył tego zdania, ale nie musiał. Wiedziałam, że dla rodziny ojciec zrobiłby wszystko. Każdy ojciec zrobiłby wszystko, by chronić swoje dzieci. Nawet jeśli sam popadł by przez to w tarapaty. Nawet, gdyby miał zginąć…
- Mika wymógł na ojcu obietnicę współpracy, prawda? Wymógł milczenie?- Zapytałam, choć już znałam odpowiedź. Teraz cieszyłam się, że jeszcze parę minut temu prawie uwierzyłam, że tata jest zabójcą. Bycie oszustem nawet w jednej setnej nie było tak straszne.
Kamil kiwnął tylko głową z przepraszającą miną. Jakby miał na to wszystko jakikolwiek wpływ.
- Teraz już wiesz, dlaczego najpierw cię tak zwodziłem. Jak widzisz, zawsze mogło być gorzej.- W ramach podziękowania, pocałowałam go.
***
Umyłam zęby znalezioną w łazience szczotką, wzięłam ciepły prysznic i wcisnęłam się we wczorajsze ubranie. Nadal nie odbierałam telefonów, bo zwyczajnie tchórzyłam. Nie miałam zielonego pojęcia, co powiedzieć Thomasowi. Na pocieszenie mogłam jedynie zdradzić mu, że to z nim przeżyłam swój pierwszy raz, a ten cały głupi plaster znajdował się na moim ramieniu ze względów zdrowotnych. Tak, nawet lekarze potwierdzili to laboratoryjnie, że mam problemy z hormonami. Jakbym tego sama nie zauważyła. Nie, mam to oficjalnie wydrukowane na wynikach badań krwi. Mogę sobie to powiesić nad łóżkiem na przestrogę. Albo przefaksować Tommy’emu w ramach wytłumaczenia.
Ale czy ja muszę się mu z czegokolwiek tłumaczyć? Przecież nie jesteśmy parą. I nic sobie nie obiecywaliśmy. Dobra, oszukuję samą siebie. To, co zrobiliśmy, było obietnicą samą w sobie. Mam tylko szczerą nadzieję, że nie zraniłam go zbyt bardzo. Może w ciągu tych paru dni nie przywiązał się do mnie zbyt bardzo?
W tej chwili bardziej bolała mnie sprawa z Kamilem, tak jak się tego spodziewałam wczoraj wieczorem. Choć oboje skwitowaliśmy ostatnią noc śmiechem, domyślam się, że nie byłoby mu tak do śmiechu, gdyby dowiedział się, że zaledwie dzień wcześniej robiłam to z kimś innym i to też niekoniecznie przy pełnej świadomości. A do tego miałam wrażenie, że Stoch jest strasznie sympatyczny i tym bardziej czułam się jak ostatnia idiotka.
Wyszłam z łazienki, pozbierałam swoje rzeczy, łącznie z przeładowanym wiadomościami telefonem i usiadłam na fotelu. Kamil poszedł po wafle Manner na śniadanie, które rozdawano na wszystkich zawodach niezwykle hojnie, bo inaczej nikt normalny by ich nie kupił. Logo tychże wafli zdobiło między innymi obleśnie różowy kask Martina Kocha i Andreasa Koflera.
Znów rozbrzmiał dzwonek mojej komórki, ale tym razem informujący mnie, że dostałam wiadomość MMS. Natychmiast ją otworzyłam i moim oczom ukazało się kolejne szokujące zdjęcie Schlierenzauera. Serce podskoczyło mi do gardła.
To przechodziło granice wszelkiego pojęcia. Rozumiem, że Sven Hannawald miał szczytny cel zniszczenia Kojonkoskiego, ale jeżeli po drodze planował zabić biednego Gregora, ja mu na to nie pozwolę! Wstałam i z takim tempem pobiegłam do drzwi, że we framudze zderzyłam się z wracającym z lobby Stochem.
- Pali się?- Zapytał chłopak, wciskając mi do ręki paczkę wafli.
- Prawie.- Odparłam, pokazując mu zdjęcie.
- Boże, a to co?-
- To długa historia.-
***
Po drodze do hotelu Austriaków opowiedziałam Kamilowi, co wiedziałam o porwaniu Gregora. Szczerze mówiąc, Kamil wściekł się na mnie, że do tej pory to przemilczałam, a do tego nie mógł uwierzyć w zachowanie Austriaków.
- No ładne mi Team Austria.- Stwierdził ironicznie, robiąc aluzję do tytułu, jakim dziennikarze ochrzcili ekipę z kraju kwitnących kasztanów. – Koleżeńska przysługa, podrzucili kolegę do szpitala, a co… Boże! To się nie mieści w głowie! I ty się z tymi ludźmi zadajesz? Od kiedy ich znasz?-
Zawahałam się, jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. W końcu postanowiłam trzymać się jak najbliżej prawdy.
- Od niecałego tygodnia. Właściwie to od tego porwania… Ja… prowadziłam wtedy ten samochód.- Chłopak zatrzymał się z wrażenia, pokręcił tylko głową z niedowierzaniem i ruszył dalej, ponaglając mnie gestem ręki.
***
Thomas otworzył drzwi naszego pokoju sekundę po tym, jak zapukałam. Wyglądał tragicznie. Przepraszam, można to wziąć za za złośliwość z mojej strony, ale taka była prawda.
- Gretta, dzięki Bogu!- Krzyknął, rzucając mi się na szyję i mało co mnie nie przewracając. W kompletnym amoku zaczął gładzić mi włosy i gadać zupełnie niezrozumiałe rzeczy. Gdy w końcu odkleił się ode mnie, zauważył dość zdezorientowanego Stocha. – A ten co tu robi?- Spytał niezbyt grzecznie. – Gdzieś ty w ogóle była całą noc?- Gdy radość na mój widok mu przeszła, na jego twarzy pojawiła się złość.
- Może wejdziemy do środka?- Zaproponowałam, bo nie lubiłam robić scen na korytarzach hoteli.
- Wiesz, jak straszliwie się o ciebie martwiłem?- Chciał wiedzieć Morgenstern, trzaskając drzwiami, gdy weszliśmy do pokoju. – Dzwoniłem przez całą noc! Kilkanaście razy, a ty nie odebrałaś! Miałaś włączony telefon! Myślałem, że to oni… Że ci coś zrobili… Że cię złapali!- Potok słów płynący z jego ust zupełnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się takiej reakcji. – A potem nad ranem ktoś zapukał, myślałem, że to ty… pobiegłem otworzyć i znalazłem kolejną kopertę… Tak strasznie się wystraszyłem, nawet nie zdajesz sobie sprawy! Nie mogłaś zadzwonić? Napisać sms?- Cały czas podnosił głos i zbliżał się do mnie, tak że w końcu stał zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Miał zaczerwienione oczy. Z niewyspania? Od płaczu? Z nerwów? Od wszystkiego po trochu? –Odpowiedz!- Zażądał, a potem znów spojrzał na Kamila. – A ty? Byłeś z nią? Nie słyszałeś telefonu?- Znalazłam się w samym środku melodramatu. Telenoweli brazylijskiej. Co ja najlepszego narobiłam.
- Może skupmy się na Gregorze?- Zaproponowałam cicho, ale niestety Stoch zdążył już otrząsnąć się po ataku Thomasa i postanowił się bronić.
- A co to, mój telefon do cholery, czy jak? I co się tak pieklisz? Wyluzuj trochę. Komu się miało coś stać?- Po chwili dodał do mnie – Jeżeli macie sobie coś do wyjaśnienia, to może ja wyjdę?-
- Nie!- Krzyknęłam bez namysłu. Nie mieliśmy sobie nic do wyjaśniania. W każdym bądź razie nie w tej chwili. – Słuchaj Thomas, przepraszam, że nie odebrałam telefonu, ale wczoraj miałam kiepski dzień… Kamil opowiedziałam mi o moim ojcu…-
- Kiepski dzień? KIEPSKI DZIEŃ?- Morgenstern stracił zupełnie kontrolę. Złapał mnie za ramię i przyciągnął jeszcze bliżej do siebie. – Nie wróciłaś na noc! Czekałem na ciebie! Cała kadra wyjechała! Potem dostałem kolejne zdjęcie Gregora! Myślałem, że oni cię porwali! Myślałem, że zwariuję z nerwów!- Agresywne zachowanie Austriaka nie przypadło do gustu Polakowi, a szczególnie szarpanie mnie za rękę. Rodak Małysza odepchnął ode mnie podopiecznego Pointnera z taką siłą, że ten mało co nie stracił równowagi.
- Zostaw ją w spokoju!-
Nim zdążyłam zaprotestować, Thomas zamachnął się na Kamila.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!- W ułamku sekundy skoczkowie doskoczyli do siebie i obrzucając się niezbyt wyszukanymi wyzwiskami związanymi z anatomią, zaczęli się przepychać.
- Hej, hej, HEEEEEJ!- Chciałam ich rozdzielić i uspokoić, ale nie miałam szans.
- Czego ty od niej chcesz?- Chciał wiedzieć Kamil.
- A co tobie do tego? Co się tak nią przejmujesz! Znacie się od wczoraj!- Morgenstern, który najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia o sztukach walki, próbował wyrwać przeciwnikowi włosy z głowy.
- Wystarczająco długo!- Odparł Polak. – Ty ją znasz od kilku dni!-
- Wystarczająco długo!- Przedrzeźniał go Austriak. – Wystarczająco długo, żeby się o nią martwić!-
- Cóż, była ze mną i była bezpieczna.-
Po raz kolejny spróbowałam wcisnąć się między nich i ogólnie niezrozumiałym wrzaskiem zagłuszyć ich wymianę zdań. Ich rozmowa schodziła ewidentnie w złym kierunku. W bardzo, bardzo złym kierunku. Nie miałam pojęcia, co robić. Nie wierzyłam własnym oczom. Oni się bili o mnie. O MNIE! Bili się! Jak w tandetnej komedii romantycznej. Ani jeden ani drugi mnie nie znali. Kamil czuł się ewidentnie urażony, bo nie miał pojęcia o mnie i o Thomasie. Thomas naprawdę przeżył moje zniknięcie. Wierzyłam, że nie chodziło tutaj o żadne uczucia do mojej osoby. Tu chodziło o męską dumę.
- Tak? A to ciekawe. Szkoda, że nikt nie pomyślał o mnie! Powiedziała, że wróci!-
- Jesteś zazdrosny?- Wypalił nagle Kamil, orientując się w sytuacji.
- Zazdrosny? Jestem wściekły!-
- Uspokójcie się wreszcie!- Krzyknęłam tak głośno, jak tylko mogłam, łapiąc Tommy’ego za rękaw. – O co wam chodzi? Przepraszam, nie sądziłam, że będziesz się martwił. Dowiedziałam się, że mój ojciec współpracuje z Kojonkoskim! Kojonkoski zabił brata Andersa Jacobsena! Musimy odnaleźć Gregora! Może zastanowimy się, jak to zrobić?- Do oczu napłynęły mi łzy. Miałam szczerze dosyć. Najchętniej uciekłabym na Kajmany, zaszyła się na jakiejś ciepłej plaży i na białym hamaku zapomniała o całym świecie. Boże, w co ja się wpakowałam. I jak ja tej dwójce w ogóle mogę cokolwiek wyjaśnić, skoro nie chcą słuchać.
- Gdzie byłaś wczoraj w nocy?- Zapytał grobowym głosem Thomas, dając w końcu święty spokój Stochowi.
- Była ze mną.- Odpowiedział za mnie ten. – Już słyszałeś.-
- Nie o to mi chodzi.- Ja wiedziałam, o co mu chodziło. Nie musiałam się odzywać, wyczytał to z mojej twarzy. Odwrócił się i zaklął. Bałam się, że zabije nas oboje. Dlaczego tak zareagował? Wiem, że zachowałam się jak ostatnia zdzira, ale… No właśnie, ale co? Zdradziłam go. Niezależnie od tego, co nas łączy, a nie łączy nas nic. Zaufał mi. A ja zniknęłam na całą noc, zupełnie o nim zapominając.
- Żebyś tylko czasem nie pomyślała, że chodzi o ciebie, wiesz? Bo do takiej dziewczyny, jak ty, nie można nic czuć, uwierz mi. Chodzi o zaufanie. Przyjechałaś tu pomóc znaleźć Grega. Byłaś tu ze mną. Oboje jesteśmy w niebezpieczeństwie, czuję się za ciebie odpowiedzialny! Przez całą pieprzoną noc wyrywałem sobie przez ciebie włosy z głowy! Jesteś żałosna. ŻAŁOSNA!-
Stałam jak zamurowana. Bałam się zamrugać. Zasłużyłam sobie na te słowa bez dwóch zdań. Zasłużyłam na wiele gorsze rzeczy. Pomimo tego, strasznie mnie to zabolało. Czułam się, jakby ktoś rozrywał mi nożem pierś, piłą tarczową wycinał szlaczki z wątroby. Nie chciałam patrzeć na Kamila. Miałam tylko nadzieję, że po prostu wyjdzie, zostawiając mnie samą sobie. Jego nienawiści bym nie zniosła. Nigdy w życiu, nie pomyślałabym, że znajdę się w tak żenującej sytuacji. W ciągu niecałego tygodnia udało mi się doprowadzić moje życie do kompletnej ruiny. Moją moralność zgubiłam chyba gdzieś na autostradzie do Tarvisio. Gdybym przeklętego szesnastego grudnia, jak normalny człowiek kupiła te zakichane naboje z atramentem i z Melanie wróciła do domu, nadal miałabym chłopaka, siedziałabym w ciepłym domu i nie miała życia szesnastoletniego dzieciaka na sumieniu. Ale podjęłam wtedy taką decyzję, a nie inną. Dlaczego? Bo chciałam zwrócić na siebie uwagę. Bo miałam dość życia pod kloszem szalonej matki i zapracowanego ojca. Oczywiście, że tak. Dlaczego uciekłam z domu w środku nocy? Bo chciałam poczuć adrenalinę. Bo chciałam pójść na imprezę u popularnego chłopaka. Czy to aż taka zbrodnia?
Chciałam pomóc Gregorowi. A może chciałam choć przez parę minut przebywać w towarzystwie skoczków?
Czy to wszystko, co się wokół mnie dzieje to tylko i wyłącznie moja wina? Czy może to okropny zbieg niefortunnych okoliczności? Czy pisane mi było odkryć tajemnicę ojca? Czy ktoś podjął decyzję za mnie? Czy demony przeszłości dopadły mnie same, czy to ja wyruszyłam na ich poszukiwanie?
Pewnie nigdy nie znajdę odpowiedzi na te pytania. Die Wahrheit liegt in der Mitte – prawda leży pośrodku. Nie da się wszystkiego przewidzieć. I to jedyne, co mnie w tej chwili pociesza.
***
Zrodziłam notkę pokaźnej długości.
A teraz trochę odpowiedzi:
- piosenka z poprzedniej notki to Push Enrique Iglesiasa z soundtracku do Step Up 2 The Streets
- tak, Kristina to dziewczyna Thomasa. Nie wiem, czy są zaręczeni
- wiedzieliście, że Gregor nie słyszy na lewe ucho? Kurcze, nieźle go Sven załatwił...
- egzaminy jak na razie poszły dobrze. Jutro i w środe mam dwa ostatnie. Fizyka budowlana jutro (aaa) a w srode Computer Aided Architectural Design....
***
I tak dobiegł końca sezon 2007/08. Był to mój ósmy sezon. Od ośmiu lat, nieprzerwanie kocham skoki. To jak trwający od wielu lat serial. Kiedy człowiek widzi co tydzień od ośmiu lat te same twarze, przyzwyczaja się tak bardzo, że każde rozstanie w marcu boli, jak rozstanie ze starymi znajomymi. Planica to dla mnie zarazem cudowne wydażenie, koniec sezonu, kryształowa kula, piękne loty, ale z drugiej strony to znak, że przez kolejne kilka miesięcy nie będę wiedziałą, co ze sobą zrobić w weekendy. Czy w nowym sezonie pojawi się ktoś nowy? Czy zobaczę stare, znajome twarze? To nie był dobry sezon dla naszej kadry. To był sezon zdominowany przez Austriaków, których zachowanie działa mi na nerwy. Te ich ciągłe obmacywanie się prze kamerami. Dlaczego Ahonen i Hautamaeki się nie obmacują?
Teraz pozostaje mi tylko liczyć na dobry wybór trenera i na dobre wyniki w listopadzie.
Czy przez lato wielkie FANKI Schlieriego zapomną o skokach? Kto będzie bohaterem przyszłorocznych blogów? Poczekajmy. Ja będę czekała na pewno i na pewno nie zapomnę.
Do usłyszenia.
komentarze [15]31. Nawet gdyby... >> niedziela, 9 marca 2008 17:30:56
To nie był sen.
To nie był wytwór mojego pijanego umysłu. To był SKUTEK mojego pijanego stanu. Moje ubrania rzeczywiście leżały gdzieś na podłodze. Miałam na sobie jego podkoszulek. Nawet pamiętałam, w którym momencie go na mnie założył.
Pamiętałam wszystko. Wcale nie urwał mi się film. Czy to oznacza, że jednak cały czas miałam świadomość tego, co robię? I pomimo wszystko nie powstrzymałam się? Kamil Stoch naprawdę dobrze całował. Szczególnie, gdy leżał na mnie, przygniatając mnie do łóżka I nie dając mi możliwości najdrobniejszego ruchu.
When you need it, girl i try hard but i can't escape, oh baby
please forgive me, when i think of you my thoughts are so x-rated, oh baby
Baby I don't give a damn, i know that yo man's nowhere inside, wooo
And your eyes don't tell a lie, cuz i know you wanna come with me tonight, and i say you're right!
but first you gotta Push, Push, back up on me,
make me believe you want it,
Push,Push,back up on me, girl i can't hold no more yea
Push, Push, back up on me, girl can't you lay it on me, Don't Stop!
Don't Stop until the morning, just keep pushing that on yea
(you know it)
Do I know when
(you know it)
Will you please me
(you know it)
Will you tease me
(you know it)
Baby i (let's go)not the kind of guy that don't get real excited,oh baby
And when you lie, when you have your private party i hope that i'm invited, oh baby!
Baby I don't give a damn, i know that yo man's no where inside, wooo
And your eyes don't tell a lie, cas i know you wanna come with me tonight, and i say you're right!
but first you gotta Push, Push, back up on me,
make me believe you want it,
Push,Push,back up on me, girl i can't hold no more yea
Push, Push, back up on me, girl can't you lay it on me,Don't Stop!
Don't Stop until the morning, just keep pushing that on yea
To nie był sen.
Położyłam głowę z powrotem na poduszce i zamknęłam oczy. Na usta cisnęły mi się tak liczne przekleństwa, że nawet nie wiedziałam, które z nich powiedzieć jako pierwsze. Czułam się jak po czołowym zderzeniu z ciężarówką. Ktoś młotkiem wbijał mi gwoździe w skronie. Ktoś wkręcał śruby w czoło. Gdyby nie ten ból, pomyślałabym, że umarłam. Ale chyba nawet w piekle człowiek nie czuje takiego bólu. Nawet diabeł nie jest tak bezwzględny. Rozrywało mi mózg i choć to kicz sezonu, także i serce.
Co ja najlepszego narobiłam? Co się ze mną stało? Z przykładną córką, wierną dziewczyną i dobrą przyjaciółką? Leżę skacowana w łóżku z facetem, którego poznałam wczoraj. Choć to akurat nie nowość w moim przypadku.
Czy ktoś tu mówił coś wcześniej o byciu rodzeństwem? O romansach rodziców?
- Wczoraj mówiłeś coś o twojej matce i moim ojcu…- Zaczęłam zachrypniętym i mętnym głosem. Modliłam się o to, żeby z nieba zamiast manny spadł paracetamol. Kamil poruszył się i schował zupełnie pod kołdrą. Usłyszałam jakiś stłumiony dźwięk, który znowu brzmiał mniej więcej jak „kurwa”.
- Może na chwilę zapomnijmy o… - Szukałam właściwego zwrotu – prywatnych zajściach i skupmy się na kwestiach wagi międzynarodowej?-
Kamil wychylił głowę znad pościeli i zmarszczył brwi.
- Może najpierw zamówimy wody? Na tym kacu nawet nie mam ochoty ukręcić ci łba.- Znowu zaczął coś mamrotać sam do siebie, przykrywając się po czubek głowy. Złapałam brzeg materiału ręką i pociągnęłam energicznie.
- Boisz się spojrzeć prawdzie w oczy, czy jak?- Zapytałam, szarpiąc się z nim o przeklętą kołdrę.
- Idź sobie!- Stoch jak opatrzony usiadł, machając dookoła siebie kończynami, jakby oganiał się od roju os. – Rozjechało mnie Inter City relacji Warszawa-Berlin. Uszanuj ciszę zmarłych!- Warknął, gdy znów spróbowałam się do niego zbliżyć. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Czułam się wprawdzie jak ostatnia zdzira, kompletna idiotka, niestabilna emocjonalnie nimfomanka, zepsuta, naładowana hormonami , niewyżyta, pieprzona LINDSAY LOHAN, ale choć na sekundę zrobiło mi się lżej na duszy.
- Mów mi Lindsay.- Odparłam. Niżej upaść się już nie dało. Nawet Britney zachowywała się lepiej. Ona przynajmniej najpierw wychodziła za tych wszystkich facetów. Inna kwestia, że wybierała zawsze największych łajdaków, a Kamil i Thomas co jak co, łajdakami nie są.
- A ja jestem Bartosz Heller.- Znałam to nazwisko dość dobrze. Ten polski dziennikarz zdawał się wiecznie snuć między skoczkami bez celu.
Kamil wykręcił numer recepcji i zamówił dwie butelki niegazowanej wody mineralnej Adelbodner. Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi. Zwlekłam się z łóżka, owinęłam się znalezionym na podłodze ręcznikiem wokół bioder i otworzyłam. Pokojówka wręczyła mi zamówione picie i zmierzyła mnie zdziwionym wzrokiem. W drodze powrotnej do sypialni dostrzegłam moje odbicie w lustrze i aż westchnęłam z przerażenia. Miałam ogromne worki pod oczami, przetłuszczone włosy, czerwone wypieki na twarzy z przepicia, pomięty męski podkoszulek na sobie i spuchnięte usta. Wyglądałam jak zużyta dziwka. Podreptałam dalej zupełnie zbita z tropu i zażenowana do granic możliwości. Usiadłam na brzegu łóżka i rzuciłam Kamilowi jedną z plastikowych butelek. Zawartość mojej własnej wypiłam jednym łykiem.
- Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.- Upomniał mnie chłopak, siadając i opierając plecy o poduszkę.
Nie miałam pojęcia, co robić. Chciałam za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś o moim ojcu, ale z drugiej strony nie wiedziałam, jak zachować się po tym, co się stało. Czy będzie mnie wypytywał o Thomasa? Czy widział nas razem? Czy zrzuci całą winę na mnie? Czy po zupełnym otrzeźwieniu ucieknie i nie będzie chciał nigdy więcej ze mną rozmawiać?
- Jak na dziewczynę, która obudziła się i znalazła obok siebie całkiem obcego człowieka, zachowujesz się całkiem spokojnie.- Wyznał Kamil, przyglądając mi się z zainteresowaniem. – Ja sam muszę przyznać, że po pijanemu mam niezły gust.- Widząc moją skrzywioną minę, przysunął się do mnie i wyjaśnił – W tej chwili żadne z nas nie wygląda dobrze, ale to chyba nic dziwnego? Ale tak poza tym, jesteś naprawdę ładną dziewczyną.- Ponieważ nadal patrzyłam na niego, jak na idiotę, nieco spochmurniał. – Głupio wyszło z tym wszystkim. Miałem przekazać ci to, o co prosił mnie twój ojciec a nie zaciągać cię do łóżka. Nie mam zielonego pojęcia, jak to naprawić. Jest mi strasznie przykro, bo pewnie myślisz teraz o mnie jak o alkoholiku wykorzystującym ładne dziewczyny.-
Nie wierzyłam własnym uszom. Jemu było przykro? JEMU? Przecież to wszystko moja wina. To ja widząc jego zakichane zdjęcie w Wikipedii, zastanawiałam się, jak fajnie byłoby móc przeżyć z nim spotkanie trzeciego stopnia! To ja nie potrafiłam się pohamować, to ja zmieniałam partnerów jak rękawiczki. To ja byłam lokalną Lindsay!
W tydzień od mojego pierwszego razu zrobiłam to z dwoma facetami. Kim ja jestem? Blair Waldorf??????????? Austriacką PLOTKARĄ w tańszym wydaniu? Tak, wiem. Nadużywam znaków interpunkcyjnych. Ale co wy byście zrobili na moim miejscu??????????
Wyrzucili telewizor hotelowy przez okno?
A przede wszystkim, jak zareaguje na to wszystko Thomas? Owszem, niczego sobie nie obiecywaliśmy, ale jego zachowanie w ciągu ostatnich kilkunastu godzin wskazywało na to, że jednak nie jestem mu zupełnie obojętna. O ile na podstawie kilku godzin da się w ogóle takie rzeczy stwierdzić. Poza tym, właściwie wcale nie musiałam mu o czymkolwiek mówić. Przecież to nie jego sprawa, co ja robię? Inna kwestia, że zostawiłam w jego pokoju wszystkie moje rzeczy i obiecałam wrócić po zawodach. A jeżeli się o mnie martwił? Jeżeli czekał na mnie i nie pojechał z resztą kadry z powrotem do Austrii? Może nawet do mnie dzwonił?
Sięgnęłam po telefon. Na wyświetlaczu było siedemnaście nieodebranych połączeń.
Siedemnaście.
A z tego piętnaście od Thomasa. Dzwonił też Martin Koch i jeden numer, którego nie znałam.
- Nie mam ci niczego za złe.- Odparłam całkiem spokojnie, sprawdzając czasy połączeń. Morgenstern dzwonił z przerwami całą noc. Poczułam się, jak mała dziewczynka, ścigana przez nadtroskliwych rodziców. – I nadal chciałabym się paru rzeczy dowiedzieć.- Dodałam, odkładając komórkę na szafkę nocną i siadając po turecku.
- Czy na pewno musimy o tym rozmawiać z samego rana?- Zapytał Kamil, marszcząc czoło z niezadowoleniem. – Może zacznę od rzeczy najprostszej?- Zaproponował, a ja tylko kiwnęłam głową. – Twój ojciec i moja matka poznali się dawno temu i jakiś czas byli ze sobą. Poznali się w Austrii, gdzie moja mama pracowała. Twój ojciec co raz więcej czasu jeździł, zajmował się skokami, a moja mama musiała wracać do Polski. Nie widzieli się przez wiele lat, aż któregoś dnia na skoczni pojawiłem się ja i rozpoznałem go. Moja mama nadal ma gdzieś jego zdjęcia.- Uśmiechnął się ponuro Stoch. – W styczniu 2005, gdy startowałem w Pucharze Kontynentalnym, Gleirscher spytał mnie, czy możemy porozmawiać. Wyglądał na strasznie zdenerwowanego. Opowiedział mi wtedy to, o czym już wiesz. Mika Kojonkoski wraz z dość pokaźną grupą specjalistów zaczęli tworzyć niewykrywalne zastrzyki. Potem doszły do tego jeszcze cała badania nad manipulowaniem wagi ciała przed zawodami i tak dalej. Twój ojciec odciął się od tego stanowczo, przez co popadł w konflikt z Miką. Ten odszedł wkrótce, by trenować kadrę Finlandii. Ogromne sukcesy zaczął odnosić Janne Ahonen. Twojemu ojcu nie podobało się to. Kadrę austriacką przejął po Mice Alois Lipburger, który zginął w wypadku samochodowym w 2001 roku. Wyjątkowo dziwny zbieg okoliczności, prawda?- Przypomniałam sobie momentalnie nagłówki w gazetach. Wicemistrz Świata na dużej skoczni w Lahti zginął tragicznie na drodze B17 w Füssen w Niemczech. Nie wyjaśniono do końca przyczyny wypadku. Prawdopodobnie zawiniły niesprawne hamulce… - Pod opieką Miki Kojonkoskiego Ahonen regularnie punktował i zdobył brąz na Mistrzostwach Świata w Lahti w 2001 roku. Finowie wywalczyli srebrny medal.- Oczywiście wiedziałam o tym wszystkim. Nie miałam tylko zielonego pojęcia, co działo się w międzyczasie za kulisami.
- Dlaczego Mika przeniósł się do Norwegii?- To pytanie męczyło mnie od wielu lat. Oczywiście większość osób twierdziła, że chodziło o pieniądze. Ale czy Norwegowie naprawdę zaoferowali aż tak dużą sumę, że Finowie nie mogli jej przebić? Przecież Finom musiało zależeć na trenerze, który odkrył talent Ahonena!
- Tu dochodzimy do mało przyjemnej części…- Kamil zawiesił głos i przejechał ręką po włosach, doprowadzając je do jeszcze większego nieładu. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zgarnąć mu kilku kosmyków z czoła. – Moje włosy to krytyczny przypadek.- Usprawiedliwił się. Nie wyglądał na kogoś, kto zbyt dużo czasu poświęcał przed lustrem. W pozytywnym sensie. Tak szczerze mówiąc, nie lubiłam, gdy chłopakom kapał żel z głowy. Wyglądało to tak niehigienicznie. Szczególnie o poranku po burzliwej nocy.
- Mało przyjemnej części?- Powtórzyłam, próbując wrócić do zasadniczego tematu, zanim Kamil zauważyłby, że się na niego gapię.
- Ten wypadek Lipburgera nie spodobał się twojemu ojcu. Prawdopodobnie pokłócił się z Kojonkoskim. Wtedy ktoś z ludzi Kojonkoskiego zaczął grozić twojej rodzinie i to całkiem poważnie. Grożono Simonowi Ammannowi. Ktoś spowodował niegroźny wypadek, w którym uczestniczył jego brat. Jak już sama się tego domyśliłaś, grożącym facetem był brat bliźniak Andersa Jacobsena.- Zastanawiałam się, dlaczego Simon mi nic o tym wypadku nie wspomniał. Nie wiedział o nim? A może po prostu nie podejrzewał, że może mieć to cokolwiek wspólnego z nim samym.
- Przeczytałam o tym w Internecie na stronie szpitala…- Wyjaśniłam, skąd wziął się mój domysł. A może po prostu miałam jakieś dziwne przeczucie? – Nigdy nie słyszałam, żeby Anders miał brata i to mnie zdziwiło. W końcu brat bliźniak to poważna sprawa.- Weźmy choćby radosnych bliźniaków Kaulitz, czy rządzących Polską buraczanych Kaczyńskich.
- Jego brat sprawiał kłopoty.-
- Kłopoty?- Zdziwiłam się. Szybko obliczyłam coś w głowie. – Jeżeli to jego zabito w lesie w Spittal, to miał wtedy szesnaście lat!- Dopiero w tej chwili zdałam sobie z tego sprawę! Jakim cudem szesnastolatek mógł zastraszyć mojego ojca? Grozić Simonowi Ammannowi? Kilkunastoletni chłopak nie mógł mieć większego znaczenia. Fiński trener nie zaufałby nastolatkowi do tego stopnia, by wykorzystywać go do szantażowania o wiele starszych i bardziej doświadczonych ludzi.
- No właśnie. Czy to zatem jego tak naprawdę obawiał się twój ojciec?- Mina Kamila nie zdradzała zbyt wiele. Albo potrafił dobrze ukrywać emocje, albo niezbyt przejmował się tą historią. Nadal nie wiedziałam, w jak dużym stopniu to wszystko dotyczyło jego. Czy wiedział coś więcej, niż przedstawił mu mój ojciec? Czy domyślał się czegoś? Czy i do niego zwrócił się Mika? Dlaczego nigdy nikomu nic nie powiedział, skoro znał prawdę? Dlaczego tak wiele osób milczało jak grób? Czy nikt nie potrafił przeciwstawić się jednemu trenerowi i jego kilku pomocnikom?
- Nie rozumiem.- Wyznałam, wzdychając ciężko. Jeżeli nie brat Andersa tam zginął, to kto? I dlaczego jeszcze wczoraj Stoch powiedział, że chodziło o drugiego z Jacobsenów?
- Właśnie.- Uśmiechnął się chłopak chytrze. Najwyraźniej bawiło go zdradzanie mi faktów małymi porcjami. Może chciał dać mi szansę, abym domyśliła się czegoś sama? Nie chciał mi niczego sugerować?
- Właśnie?-
- Twój ojciec jest szantażowany. Ucieka do domu, gdyż obawia się o bezpieczeństwo swojej rodziny. Ktoś na niego tam czeka, a dzień później znajdują kogoś martwego w lesie…- Kamil wyciągnął dłonie przed siebie, jakby udawał, że coś mi chce podać. – Proszę. Podane, jak na tacy.- Dodał, wstając z łóżka i podnosząc z podłogi spodnie. Całkiem mnie zamurowało. Co miał na myśli?
I wreszcie coś w moim mózgu zaskoczyło, zatrybiło i ułożyło mi się w dość przejrzystą, przynajmniej na tym etapie całość.
-Ktoś chciał wrobić mojego ojca w morderstwo.- Wykrzyknęłam, również wstając i podchodząc do ubierającego się Kamila. Ten zerknął tylko na nie z niedowierzaniem i pokręcił głową.
- Jesteś niesamowita.- Stwierdził bez cienia ironii. – Każdy normalny człowiek zinterpretowałby to zupełnie inaczej!- Dodał ze śmiechem.
- Jak to?- Znowu poczułam, że grunt osuwa mi się pod stopami. Czy coś źle zrozumiałam?
- Tak, jak ci to powiedziałem, powinnaś wywnioskować, że twój ojciec ZABIŁ człowieka, a nie, że ktoś chciał go w MORDERSTWO wrobić.- Wyjaśnił Stoch, widząc malujące się na mojej twarzy zmieszanie.
Przeszedł mnie zimny dreszcz. Oczywiście, że wszystko na to wskazywało, że mój ojciec kogoś zabił. Ale wyglądało to tak, bo ktoś bardzo chciał, żeby to tak wyglądało.
- Mój ojciec nie zabiłby człowieka.- Oświadczyłam bez zastanowienia.
- Nawet człowieka, który na jego oczach zabił Jacobsena?-
****
Informacje dotyczące Miki Kojonkoskiego, jak i Aloisa Lipburgera zaczerpnięte zostały z Wikipedii. Wszelkie daty Pucharu Kontynentalnego, jak i PŚ itp. są zgodne z rzeczywistością.
Kolejne dwa zdjęcia z Kamilem. Jedno ze Studniówki i jedno z dnia maturzysty.
Nadal trzymam za Kamila kciuki. I będę tak długo trzymała, jak długo będzie skakał.
Od jutra mam sesję egzaminacyjną. Potrzymajcie kciuki za mnie!
1
1
komentarze [11]